W Polsce bardzo trudno jest kupić dobry samochód używany. Skoro nam kupującym jest trudno, to sprzedającym jest jeszcze trudniej. Żeby sprzedać samochód używany i dobrze na tym zarobić, trzeba kupić go dużo taniej. Czy to w Polsce, czy za granicą. Dlatego większość samochodów skupowanych przez komisy, czy handlarzy, musi mieć wadę. Tą wadą najczęściej może być:

  • Duży przebieg
  • Poważna usterka
  • Kilka, kilkanaście drobnych usterek
  • Korozja
  • Uszkodzenia nadwozia.
  • Zalane wnętrze i elektronika.

Skupimy się dzisiaj na ostatnim przykładzie, czyli autach zalanych, popowodziowych.

Nie powiemy zalanych wodą. Ponieważ często to, co zalewa samochody wodą nazwać nie można. To może być błoto albo szlam. Nierzadko woda połączona jest ze ściekami lub wszelkiego rodzaju zanieczyszczeniami. Jednym słowem wszystkim, co fala powodzi zabierze ze sobą.

Samochody zatopione i porwane przez nurt.

Temat ten zawsze będzie na czasie, ponieważ co chwila gdzieś w Polsce, czy na świecie dochodzi do różnych kataklizmów. Jednym z tych kataklizmów są ulewne deszcze.  Spada wówczas z nieba tyle litrów wody na metr kwadratowy, że kanalizacja nie nadąża z jej odprowadzaniem. Podczas takich ulew zalane zostają parkingi i garaże podziemne. A czasami nawet parkingi naziemne. Auta porwane przez nurt fali powodziowej często ulegają uszkodzeniom mechanicznym. To razem z zalaniem elektroniki i wnętrza powoduje, że naprawa tych pojazdów jest nieopłacalna i trafiają na złomowiska.

Inaczej się sprawa ma w przypadku aut z garaży i parkingów podziemnych. W tych miejscach samochody są zalewane, ale woda nie powoduje dodatkowych uszkodzeń mechanicznych. Zalane jest wnętrze pojazdu i elektronika. Jest to jedyny przypadek, gdzie auto pozornie całe w środku i na zewnątrz, podlega szkodzie całkowitej.

Szkoda całkowita z Autocasco

Niestety w polskim prawie nie ma jednoznacznej definicji szkody całkowitej. Definicje takie, często w swoich warunkach ogólnych, podają ubezpieczyciele.

Przeważnie szkodę całkowitą z Autocasco (ubezpieczenie własne posiadacza pojazdu) orzeka się w przypadku, gdy samochód ulegnie poważnemu uszkodzeniu. Przy czym uszkodzenie to jest na tyle poważne, że koszt przywrócenia pojazdu do stanu z przed wypadku przewyższa 70% jego wartości rynkowej. Oczywiście rozmawiamy o 70% wartości rynkowej pojazdu całego, jeżdżącego, w dobrym stanie technicznym i wizualnym.

Przykład? Może to wyglądać tak…

Mamy samochód „X” wart 100 000 zł. Pojazd był zalany do wysokości szyb. Właściciel miał pełny pakiet ubezpieczeń (OC,AC,NW), więc sprawą zajmuje się ubezpieczalnia. Po zalaniu samochód trafia na oględziny. Do wymiany są zakwalifikowane:

  • moduły elektroniczne,
  • wiązki elektryczne,
  • poszycie wnętrza (dywany, wygłuszenia),
  • siedzenia,
  • boczki drzwi
  • pasy bezpieczeństwa
  • poduszki powietrzne
  • reflektory przednie
  • lampy tylne

Dużo elementów do wymiany prawda? Ale przypuśćmy, że tym co zalało auto było brudne, czarne, cuchnące błoto.

Zostaje sporządzony kosztorys na 80 000 zł. Czyli naprawa przewyższa 70% wartości rynkowej pojazdu sprzed szkody. Ubezpieczyciel orzeka szkodę całkowitą – naprawa nieopłacalna. Po orzeczeniu szkody całkowitej następuje wycena wraku. Samochód teoretycznie nadal ma przecież  mechanicznie sprawny silnik i skrzynię biegów. Mechanicznie sprawne zawieszenie, układ kierowniczy i układ hamulcowy. Ma wszystkie szyby, wszystkie elementy blacharskie oraz koła. Wrak zostaje więc wyceniony na 40 000 zł. Następnie z upoważnienia właściciela trafia na aukcję, gdzie prawdopodobnie za taką kwotę zostaje zakupiony przez handlarza lub firmę sprzedającą używane części zamienne. Ubezpieczyciel w imieniu właściciela odzyskał 40 000 zł. Dokłada więc 60 000 zł i poszkodowany uzyskuje w ten sposób całą sumę ubezpieczenia. Oczywiście mogą się zdarzyć jakieś potrącenia od tej kwoty. Po drodze zapewne napotka się jeszcze wiele problemów i przeszkód, ale tak to mniej więcej wygląda w teorii.

Co dalej z wrakiem „X”?

Rzeczony handlarz przywozi, albo zamawia transportem, swoją mega okazję do Polski. Po przybyciu w  samochodzie jest rozbierane całe wnętrze. Tapicerka: wykładzina, siedzenia, boczki drzwi – trafiają do firmy zajmującej się czyszczeniem tekstyliów. Reszta wyposażenia jest dokładnie myta i osuszana. To samo tyczy się przednich reflektorów, tylnych lamp i komory silnika. Dokładnie sprawdzane są połączenia elektryczne i moduły elektroniczne. Gdy wszystko jest już wymyte, wysuszone i zweryfikowane, samochód jest składany. Dostaje nowy akumulator i następuje próba uruchomienia silnika, która z reguły kończy się fiaskiem. Pojazd trafia do specjalistów od elektroniki. Tam udaje się uruchomić silnik i ożywić wyposażenie wnętrza. Nawet jeżeli uda się przywrócić samochód do pełnej sprawności, co się rzadko zdarza, to i tak jest to bomba z opóźnionym zapłonem. Dlaczego? Woda powoduje powolną korozję układów elektrycznych i elektronicznych. Powolną ponieważ nie są te elementy wystawione na bezpośrednie działanie czynników atmosferycznych. Z czasem mogą przestać funkcjonować kolejne elementy wyposażenia, takie jak:

  • elementy podgrzewane ( siedzenia, lusterka, kierownica),
  • panele sterowania ( klimatyzacji, nawiewu, nawigacji),
  • kierunkowskazy,
  • światła,
  • centralny zamek
  • elektryczne szyby.
  • itd.

A co najgorsze, mogą nie zadziałać prawidłowo:

  • poduszki powietrzne,
  • napinacze pasów bezpieczeństwa,

co może mieć tragiczne skutki dla pasażerów podczas wypadku.

Sprzedaż samochodu popowodziowego

Załóżmy, że operacja przywrócenia samochodu do względnej użyteczności kosztowała handlarza 25  000 zł. Transport i opłaty 5 000 zł. Wliczając koszt zakupu samochodu z ubezpieczalni, sumarycznie wszystko razem wyszło 70 000 zł. Żeby szybko się auta pozbyć, sprzedający wystawi je jako „Pilne, okazja” za  85 000 zł. Jest to o 15 000 zł taniej niż średnia rynkowa auta „X”. Można też śmiało dodać w ogłoszeniu, napisaną dużym drukiem, adnotację – BEZWYPADKOWY. Taki samochód powinien się szybko sprzedać. Szybko o ile ktoś przed zakupem go nie sprawdzi.

To tylko jeden z przykładów, ale co chwile się spotyka podobne przypadki.

Sprawdzenie samochodu przed zakupem

Jak się zatem uchronić przed zakupem auta po powodzi?

Sposób jest jeden. Sprawdzić ten samochód zanim podpiszemy umowę. Czy to auto po powodzi, czy po spaleniu, czy po poważnym wypadku. Zawsze trzeba sprawdzać samochód przed zakupem. Powiesz, sprawdzać, sprawdzić, ale jak?

Jeżeli znasz się na rzeczy, to wiesz, że są newralgiczne miejsca w których przeważnie zostaną ślady zalania.

Jednym z takich miejsc są reflektory przednie. W większości droższych pojazdów są już reflektory Xenonowe lub Ledowe - nierozbieralne. A przynajmniej nie da się ich rozebrać bez zostawiania śladów tej operacji. Często światła przednie, nawet używane, kosztują kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. Gdyby handlarz chciał po zalaniu je wymienić, cała operacja mogłaby się okazać nieopłacalna. Dlatego reflektory są myte na różne sposoby. Natomiast nieważne jak by się starać je umyć, w zakamarkach, na kloszach od wewnątrz, nagminnie zostaną ślady. Albo po zalaniu albo po myciu. Podobnie sprawa wygląda w przypadku lamp tylnych.

Uszczelki drzwi. Tutaj też można znaleźć ślady powodzi. Uszczelka to zamknięty profil z kilkoma otworami do odprowadzania wilgoci. Nie da się rozebrać tej uszczelki do wymycia z błota czy piasku. Wewnątrz niej  będzie można znaleźć jakiś ślad.

Zapach wilgoci. Wsiadasz do samochodu i dziwisz się, że w środku wisi pięć zawieszek zapachowych? A i tak wyczuwasz woń „zbutwiałych” materiałów? Może tak się zdarzyć, nierzadko znajdzie się jakieś piankowe wygłuszenie, kawałek wykładziny, czy inny element który nie do końca wyschnie i z czasem zacznie śmierdzieć. Zawieszki zapachowe mają ten smród ukryć i niekiedy się to udaje.

Trudnodostępne zakamarki, takie jak:

  • wnęka koła zapasowego,
  • styropian w kole zapasowym (gdzie zazwyczaj umieszczony jest klucz do kół i podnośnik),
  • boczne wnęki w bagażniku,
  • szczeliny w karoserii.

To wszystko są miejsca, z których albo będzie bardzo trudno usunąć brud, albo zostaną ślady po czystej wodzie. Nieraz, przy czyszczeniu całego auta, o tych miejscach się po prostu zapomina.

To - jak się znamy na samochodach. A jak się nie znamy?

Jak naszą pasją nie są samochody, to wchodzimy na stronę weryfikacje.com. Zamawiamy raport i dostajemy pełny obraz interesującego nas samochodu. Nasi rzeczoznawcy oszukać się nie dadzą. Wiedzą co sprawdzić, jak sprawdzić i gdzie sprawdzić. Po otrzymaniu takiego raportu już nie będzie wątpliwości, czy dane auto warto kupić – czy nie warto.

Udanych zakupów Mobilki

envelopephone-handsetmap-marker
{"cart_token":"","hash":"","cart_data":""}