W Polsce bardzo trudno jest kupić dobry samochód używany. Skoro nam kupującym jest trudno, to sprzedającym jest jeszcze trudniej. Żeby sprzedać samochód używany i dobrze na tym zarobić, trzeba kupić go dużo taniej. Czy to w Polsce, czy za granicą. Dlatego większość samochodów skupowanych przez komisy, czy handlarzy, musi mieć wadę. Tą wadą najczęściej może być:

  • Duży przebieg
  • Poważna usterka
  • Kilka, kilkanaście drobnych usterek
  • Korozja
  • Uszkodzenia nadwozia.
  • Zalane wnętrze i elektronika.

Skupimy się dzisiaj na ostatnim przykładzie, czyli autach zalanych, popowodziowych.

Nie powiemy zalanych wodą. Ponieważ często to, co zalewa samochody wodą nazwać nie można. To może być błoto albo szlam. Nierzadko woda połączona jest ze ściekami lub wszelkiego rodzaju zanieczyszczeniami. Jednym słowem wszystkim, co fala powodzi zabierze ze sobą.

Samochody zatopione i porwane przez nurt.

Temat ten zawsze będzie na czasie, ponieważ co chwila gdzieś w Polsce, czy na świecie dochodzi do różnych kataklizmów. Jednym z tych kataklizmów są ulewne deszcze.  Spada wówczas z nieba tyle litrów wody na metr kwadratowy, że kanalizacja nie nadąża z jej odprowadzaniem. Podczas takich ulew zalane zostają parkingi i garaże podziemne. A czasami nawet parkingi naziemne. Auta porwane przez nurt fali powodziowej często ulegają uszkodzeniom mechanicznym. To razem z zalaniem elektroniki i wnętrza powoduje, że naprawa tych pojazdów jest nieopłacalna i trafiają na złomowiska.

Inaczej się sprawa ma w przypadku aut z garaży i parkingów podziemnych. W tych miejscach samochody są zalewane, ale woda nie powoduje dodatkowych uszkodzeń mechanicznych. Zalane jest wnętrze pojazdu i elektronika. Jest to jedyny przypadek, gdzie auto pozornie całe w środku i na zewnątrz, podlega szkodzie całkowitej.

Szkoda całkowita z Autocasco

Niestety w polskim prawie nie ma jednoznacznej definicji szkody całkowitej. Definicje takie, często w swoich warunkach ogólnych, podają ubezpieczyciele.

Przeważnie szkodę całkowitą z Autocasco (ubezpieczenie własne posiadacza pojazdu) orzeka się w przypadku, gdy samochód ulegnie poważnemu uszkodzeniu. Przy czym uszkodzenie to jest na tyle poważne, że koszt przywrócenia pojazdu do stanu z przed wypadku przewyższa 70% jego wartości rynkowej. Oczywiście rozmawiamy o 70% wartości rynkowej pojazdu całego, jeżdżącego, w dobrym stanie technicznym i wizualnym.

Przykład? Może to wyglądać tak…

Mamy samochód „X” wart 100 000 zł. Pojazd był zalany do wysokości szyb. Właściciel miał pełny pakiet ubezpieczeń (OC,AC,NW), więc sprawą zajmuje się ubezpieczalnia. Po zalaniu samochód trafia na oględziny. Do wymiany są zakwalifikowane:

  • moduły elektroniczne,
  • wiązki elektryczne,
  • poszycie wnętrza (dywany, wygłuszenia),
  • siedzenia,
  • boczki drzwi
  • pasy bezpieczeństwa
  • poduszki powietrzne
  • reflektory przednie
  • lampy tylne

Dużo elementów do wymiany prawda? Ale przypuśćmy, że tym co zalało auto było brudne, czarne, cuchnące błoto.

Zostaje sporządzony kosztorys na 80 000 zł. Czyli naprawa przewyższa 70% wartości rynkowej pojazdu sprzed szkody. Ubezpieczyciel orzeka szkodę całkowitą – naprawa nieopłacalna. Po orzeczeniu szkody całkowitej następuje wycena wraku. Samochód teoretycznie nadal ma przecież  mechanicznie sprawny silnik i skrzynię biegów. Mechanicznie sprawne zawieszenie, układ kierowniczy i układ hamulcowy. Ma wszystkie szyby, wszystkie elementy blacharskie oraz koła. Wrak zostaje więc wyceniony na 40 000 zł. Następnie z upoważnienia właściciela trafia na aukcję, gdzie prawdopodobnie za taką kwotę zostaje zakupiony przez handlarza lub firmę sprzedającą używane części zamienne. Ubezpieczyciel w imieniu właściciela odzyskał 40 000 zł. Dokłada więc 60 000 zł i poszkodowany uzyskuje w ten sposób całą sumę ubezpieczenia. Oczywiście mogą się zdarzyć jakieś potrącenia od tej kwoty. Po drodze zapewne napotka się jeszcze wiele problemów i przeszkód, ale tak to mniej więcej wygląda w teorii.

Co dalej z wrakiem „X”?

Rzeczony handlarz przywozi, albo zamawia transportem, swoją mega okazję do Polski. Po przybyciu w  samochodzie jest rozbierane całe wnętrze. Tapicerka: wykładzina, siedzenia, boczki drzwi – trafiają do firmy zajmującej się czyszczeniem tekstyliów. Reszta wyposażenia jest dokładnie myta i osuszana. To samo tyczy się przednich reflektorów, tylnych lamp i komory silnika. Dokładnie sprawdzane są połączenia elektryczne i moduły elektroniczne. Gdy wszystko jest już wymyte, wysuszone i zweryfikowane, samochód jest składany. Dostaje nowy akumulator i następuje próba uruchomienia silnika, która z reguły kończy się fiaskiem. Pojazd trafia do specjalistów od elektroniki. Tam udaje się uruchomić silnik i ożywić wyposażenie wnętrza. Nawet jeżeli uda się przywrócić samochód do pełnej sprawności, co się rzadko zdarza, to i tak jest to bomba z opóźnionym zapłonem. Dlaczego? Woda powoduje powolną korozję układów elektrycznych i elektronicznych. Powolną ponieważ nie są te elementy wystawione na bezpośrednie działanie czynników atmosferycznych. Z czasem mogą przestać funkcjonować kolejne elementy wyposażenia, takie jak:

  • elementy podgrzewane ( siedzenia, lusterka, kierownica),
  • panele sterowania ( klimatyzacji, nawiewu, nawigacji),
  • kierunkowskazy,
  • światła,
  • centralny zamek
  • elektryczne szyby.
  • itd.

A co najgorsze, mogą nie zadziałać prawidłowo:

  • poduszki powietrzne,
  • napinacze pasów bezpieczeństwa,

co może mieć tragiczne skutki dla pasażerów podczas wypadku.

Sprzedaż samochodu popowodziowego

Załóżmy, że operacja przywrócenia samochodu do względnej użyteczności kosztowała handlarza 25  000 zł. Transport i opłaty 5 000 zł. Wliczając koszt zakupu samochodu z ubezpieczalni, sumarycznie wszystko razem wyszło 70 000 zł. Żeby szybko się auta pozbyć, sprzedający wystawi je jako „Pilne, okazja” za  85 000 zł. Jest to o 15 000 zł taniej niż średnia rynkowa auta „X”. Można też śmiało dodać w ogłoszeniu, napisaną dużym drukiem, adnotację – BEZWYPADKOWY. Taki samochód powinien się szybko sprzedać. Szybko o ile ktoś przed zakupem go nie sprawdzi.

To tylko jeden z przykładów, ale co chwile się spotyka podobne przypadki.

Sprawdzenie samochodu przed zakupem

Jak się zatem uchronić przed zakupem auta po powodzi?

Sposób jest jeden. Sprawdzić ten samochód zanim podpiszemy umowę. Czy to auto po powodzi, czy po spaleniu, czy po poważnym wypadku. Zawsze trzeba sprawdzać samochód przed zakupem. Powiesz, sprawdzać, sprawdzić, ale jak?

Jeżeli znasz się na rzeczy, to wiesz, że są newralgiczne miejsca w których przeważnie zostaną ślady zalania.

Jednym z takich miejsc są reflektory przednie. W większości droższych pojazdów są już reflektory Xenonowe lub Ledowe - nierozbieralne. A przynajmniej nie da się ich rozebrać bez zostawiania śladów tej operacji. Często światła przednie, nawet używane, kosztują kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. Gdyby handlarz chciał po zalaniu je wymienić, cała operacja mogłaby się okazać nieopłacalna. Dlatego reflektory są myte na różne sposoby. Natomiast nieważne jak by się starać je umyć, w zakamarkach, na kloszach od wewnątrz, nagminnie zostaną ślady. Albo po zalaniu albo po myciu. Podobnie sprawa wygląda w przypadku lamp tylnych.

Uszczelki drzwi. Tutaj też można znaleźć ślady powodzi. Uszczelka to zamknięty profil z kilkoma otworami do odprowadzania wilgoci. Nie da się rozebrać tej uszczelki do wymycia z błota czy piasku. Wewnątrz niej  będzie można znaleźć jakiś ślad.

Zapach wilgoci. Wsiadasz do samochodu i dziwisz się, że w środku wisi pięć zawieszek zapachowych? A i tak wyczuwasz woń „zbutwiałych” materiałów? Może tak się zdarzyć, nierzadko znajdzie się jakieś piankowe wygłuszenie, kawałek wykładziny, czy inny element który nie do końca wyschnie i z czasem zacznie śmierdzieć. Zawieszki zapachowe mają ten smród ukryć i niekiedy się to udaje.

Trudnodostępne zakamarki, takie jak:

  • wnęka koła zapasowego,
  • styropian w kole zapasowym (gdzie zazwyczaj umieszczony jest klucz do kół i podnośnik),
  • boczne wnęki w bagażniku,
  • szczeliny w karoserii.

To wszystko są miejsca, z których albo będzie bardzo trudno usunąć brud, albo zostaną ślady po czystej wodzie. Nieraz, przy czyszczeniu całego auta, o tych miejscach się po prostu zapomina.

To - jak się znamy na samochodach. A jak się nie znamy?

Jak naszą pasją nie są samochody, to wchodzimy na stronę weryfikacje.com. Zamawiamy raport i dostajemy pełny obraz interesującego nas samochodu. Nasi rzeczoznawcy oszukać się nie dadzą. Wiedzą co sprawdzić, jak sprawdzić i gdzie sprawdzić. Po otrzymaniu takiego raportu już nie będzie wątpliwości, czy dane auto warto kupić – czy nie warto.

Udanych zakupów Mobilki

Po co zmieniać opony?

Bezpieczeństwo - to pierwsze, co powinno się nasuwać, kiedy rozpatrujemy temat opon. Dlaczego? Przyjmijmy, że samochód to po prostu pojazd poruszający się po podłożu. Pomijamy tutaj konstrukcję tego pojazdu, jakość użytych materiałów, czy aktywne i pasywne systemy bezpieczeństwa. Wymienione wyżej elementy też są bardzo ważne, ale o tym będzie osobny artykuł. Pomijamy też konstrukcję podłoża, po którym pojazd się porusza, ponieważ na podłoże nie mamy wpływu. Zajmiemy się tylko dwoma podstawowymi parametrami, które wpływają na bezpieczeństwo poruszania się naszego pojazdu po podłożu. Poruszania się, czyli:

  • Ruszania
  • Przyspieszania
  • Utrzymywania zadanej prędkości
  • Zmiany kierunku jazdy
  • Hamowania.

Aby spełnić wszystkie powyższe wymagania, potrzebujemy dwóch rzeczy. Przyczepności i sterowności.

Przyczepność opon do powierzchni

Przyczepność, to zrozumiałym językiem mówiąc, zdolność przylegania jednej powierzchni do drugiej. W naszym przypadku będzie to  zdolność przylegania opony, na przykład, do asfaltu. Czym ta zdolność jest większa, tym większa przyczepność. Na przyczepność mają też, między innymi, wpływ siły wspomagające. Jedną z takich sił jest grawitacja dociskająca pojazd do ziemi. Ale grawitacja to temat na wykład z fizyki.

Reasumując, bez trudu pociągniemy sanki po śniegu – obie powierzchnie mają bardzo słabą przyczepność względem siebie. Nie popchniemy natomiast samochodu stojącego na asfalcie, który ma zaciągnięty hamulec pomocniczy i zapięty bieg. Dzieje się tak dlatego, że opony mają bardzo dobrą przyczepność do asfaltu. Owszem, w końcu przesuniemy takie auto, ale dopiero po pokonaniu granicy przyczepności opon do podłoża.

Sterowność samochodu

W języku kierowców oznacza ona zdolność do zachowania, bądź zmiany zadanego kierunku poruszania się. Przy czym zmianę tą zadaje prowadzący pojazd.

Zdarzyło Ci się kiedyś wpaść w poślizg? Kręciłeś kierownicą, a auto pojechało prosto lub nie tam gdzie powinno? Stało się tak, ponieważ opony straciły przyczepność, a w konsekwencji tego, samochód stracił sterowność.

Nie możemy tutaj pominąć dwóch zjawisk, które są dla nas niebezpieczne. To podsterowność i nadsterowność.

Podsterowność

To sytuacja w której poruszając się samochodem po łuku drogi, przednie opony tracą przyczepność i przód pojazdu zaczyna wykraczać poza zadany tor jazdy. Innymi słowy Ty skręcasz koła, a przód samochodu jedzie prosto i wypadasz z zakrętu.

Nadsterowność

W tym przypadku, poruszając się samochodem po łuku drogi, to koła tylnej osi tracą przyczepność z podłożem. Wówczas siła odśrodkowa wypycha tył samochodu na zewnątrz łuku. Przednie koła zachowują przyczepność do podłoża, w związku z czym samochód robi obrót wokół własnej osi. Obrót pełny, niepełny, kilka obrotów, wszystko zależy od wielu czynników.

Opony w dobrym stanie, dostosowane do warunków atmosferycznych, pomogą uniknąć obu tych zjawisk.

Tylko co to znaczy opony w dobrym stanie, dostosowane do warunków drogowych? Odpowiedź na to pytanie zaczniemy od klasyfikacji opon ze względu na porę roku.

Opony letnie, opony zimowe, a może opony wielosezonowe. Co wybrać? Dlaczego?

Opony, jaki i buty, mają swoje przeznaczenie. Inne opony zakładamy do auta terenowego, inne do ciężarowego, a jeszcze inne do auta osobowego. Typ samochodu i jego przeznaczenie, mają bezpośredni wpływ na wybór opon. Pamiętajmy jednak, że nie tylko rodzaj samochodu determinuje rodzaj opon, ale również pora roku. Jeżeli samochodem jeździmy tylko latem, a zimą stoi w garażu, to w zupełności wystarczy nam komplet opon letnich. A co w przypadku użytkowania auta przez cały rok? Tutaj pojawia się dylemat. Czy jeździć cały rok na oponach zimowych? Ponieważ zimowe opony w teorii poradzą sobie lepiej latem, niż letnie opony w sezonie zimowym. Czy zmieniać opony co sezon? Czy jeździć na wielosezonowych?

Stanowczo odradzamy używanie opon letnich zimą i zimowych latem.

Dlaczego?

Ponieważ każda z tych opon została stworzona do innych warunków atmosferycznych.

Opona zimowa, w wysokich temperaturach staje się bardzo miękka. Miękka opona nie zapewni nam bezpieczeństwa, czyli przyczepności podczas gwałtownego hamowania czy gwałtownej zmiany kierunku jazdy. Dodatkowo bardzo szybko się zużyje.

Odwrotnie sprawa się ma w przypadku opon letnich. Zimą mieszanka gumy oraz innych komponentów opony letniej staje się bardzo twarda. Twarda opona również nie zapewni nam wystarczającej przyczepności, czyli bezpieczeństwa. Należy tu jeszcze wspomnieć o tym, że konstrukcja bieżnika opony na lato, nie odprowadzi błota pośniegowego. Sama też nie oczyści się ze śniegu podczas jazdy, tak jak dzieje się to w przypadku opon zimowych. Droga hamowania jednych i drugich opon jest optymalna tylko wtedy, kiedy każda z nich pracuje w swoich warunkach.

Przeciwskazań do używania opon zimowych latem i letnich zimą jest dużo więcej. Nie zdajemy sobie sprawy, jakie konsekwencje mogą nam grozić, kiedy będziemy używać opon niezgodnie z ich przeznaczeniem.

Przyczepność i stabilność jednych oraz drugich opon zrozumiemy w jednej sekundzie, kiedy przed maskę rozpędzonego auta wbiegnie nam dziecko. My będziemy musieli to dziecko ominąć lub przed nim wyhamować. W takiej sytuacji każdy centymetr drogi hamowania będzie miał ogromne znaczenie.

No dobrze, a opony wielosezonowe? To dobry produkt, ale nie dla każdego. Załóżmy, że mieszkasz w mieście z dobrą infrastrukturą drogową. Ulice są dobrze oświetlone i są w dobrym stanie technicznym. Dodatkowo przy każdych opadach śniegu są szybko i sprawnie odśnieżane. Ty samochodem jeździsz sporadycznie po zakupy albo odwozisz dziecko trzy kilometry do przedszkola. Wówczas opony wielosezonowe będą dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Opony takie są droższe w zakupie, ale to i tak nie ma znaczenia. Ty oszczędzasz czas i pieniądze przy każdym sezonie, nie płacąc za wymianę opon. Nie masz dwóch kompletów, więc nie martwisz się gdzie drugi komplet składować i ile to kosztuje.

Opony letnie

Mają konstrukcję zapewniającą bezpieczeństwo latem. Przyczepność dostosowaną do średnich i wysokich temperatur oraz deszczu. Oprócz tego zapewnią nam komfort podróżowania i niski poziom hałasu. Przyjmuje się, że opony letnie zakładamy kiedy średnia dobowa temperatura przekroczy 7 stopni Celsjusza.

Opona letnia. Opony letnie. Wymiana opon. Jakie opony wybrać. Wulkanizacja opon. Rodzaje opon. Opony osobowe.
Opona letnia

Opony zimowe

W tym przypadku mieszkanka gumy jest przystosowana do niskich i minusowych temperatur oraz śniegu. Dodatkowo konstrukcja bieżnika pozwala na szybkie samooczyszczanie się opony ze śniegu i sprawne odprowadzanie błota pośniegowego. Wulkanizatorzy zalecają założenie opon zimowych kiedy średnia temperatura dobowa spadnie poniżej 7 stopni Celsjusza.

Opona zimowa. Opony zimowe. Wymiana opon. Jakie opony wybrać. Wulkanizacja opon. Rodzaje opon. Opony osobowe.
Opona zimowa

Opony wielosezonowe

To dobra alternatywa dla osób które używają auta sporadycznie i głownie w mieście. Projekt tej opony zakłada dobrą i wystarczającą przyczepność oraz stabilność we wszystkich warunkach pogodowych. Oznacza to, że nie powinniśmy tego rodzaju opon używać do jazdy, szybkim samochodem, z maksymalną prędkością po niemieckich autostradach latem oraz do wyjazdów w zaśnieżone góry zimą. Dlatego, że jest to produkt uniwersalny. Czyli taki, który nie poradzi sobie ani w ekstremalnych warunkach zimą, ani w ekstremalnych warunkach latem.

Opona wielosezonowa. Opony wielosezonowe. Wymiana opon. Jakie opony wybrać. Wulkanizacja opon. Rodzaje opon. Opony osobowe.
Opona wielosezonowa

Rozmiar opon

Producent samochodu określa jasno i wyraźnie, jaki rozmiar opon i felg powinien być założony do danego modelu samochodu. Niewskazane jest, i nawet może być niebezpieczne, założenie niewłaściwego rozmiaru opon. Opony węższe niż fabryczne spowodują mniejszą przyczepność i stabilność pojazdu. Dlatego, że zmniejszy się powierzchnia styku opony z podłożem. Opony za szerokie mogą przy skręcie ocierać o nadkole ( uszkodzić się) i powodować wzrost spalania.

Zmiana profilu, czyli wysokości opony, spowoduje odpowiednio zaniżanie lub zawyżanie prędkości rzeczywistej samochodu względem licznika. Dzieje się tak, ponieważ zmienia się średnica koła. Przy za małym profilu będziemy jechać wolniej niż wskazuje licznik, przy wyższym profilu odwrotnie. Decydując się na zmianę szerokości lub wysokości opon powinniśmy skorzystać z dostępnych w Internecie profesjonalnych kalkulatorów ogumienia. Te narzędzia pokarzą nam zamiennik odpowiedni dla naszych opon, jeżeli chcemy na przykład zmienić ich szerokość.

Pamiętajmy, że opony na obu osiach muszą być tego samego rozmiaru. Jeżeli chodzi o model i bieżnik opony, to takie same muszą być przynajmniej na jednej osi. Dobrą praktyką jest posiadanie na obu osiach dokładnie takich samych opon. Różne opony na przedniej i tylnej osi, wpływają na stabilność pojazdu. Inna opona, inna charakterystyka pracy.

Rozmiar opony. Rozmiar koła. Felgi i opony. Szerokość, profil i wysokość opony. rozmiary opon.
Rozmiar opony podany w trzech wartościach: szerokość, wysokość (profil), średnica

Kiedy opony należy wymienić ze względu na wiek, a kiedy ze względu na zużycie?

Zużycie opon

Tu sprawa jest oczywista. Opony mają ograniczniki zużycia. To małe, widoczne między bieżnikiem, wystające nadlewy mieszanki. Jeżeli wysokość bieżnika jest równa tego nadlewu, bezwzględnie musi zostać wymieniona. Minimalna głębokość bieżnika to 1,6 mm. W praktyce jednak, specjaliści od opon zalecają wymianę opon zimowych na nowe, kiedy bieżnik jest niższy niż 4 milimetry. Przesłankami są - „wgryzanie” się opony w śnieg i samooczyszczanie z niego. Bieżnik niższy niż 4 milimetry nie wykona powyższych zadań. Opony letnie zaleca się wymienić, jeżeli bieżnik sięga 3-4 milimetrów wysokości. W przypadku opon letnich przesłanką jest odprowadzanie wody. Czym niższy bieżnik, tym mniejszą ilość wody jest wstanie odprowadzić opona podczas deszczu. Mniejsze odprowadzenie wody spowoduje pogorszenie stabilności podczas pokonywania kałuż, a w skrajnych przypadkach nawet utratę przyczepności.

Wiek opony

Tutaj sprawa nie jest już taka oczywista. Oponę uznaje się za nową do trzech lat, od daty produkcji. Oczywiście pod warunkiem, że jest odpowiednio składowana w magazynie. Po upływie trzech lat od daty produkcji opona również nadaje się do użytku, ale nie jest to już to produkt nowy.

OK, czyli opona ta wyprodukowana wczoraj i ta wyprodukowana trzy lata temu jest nowa. A skąd wiadomo kiedy opona była wyprodukowana? Większość opon ma datę produkcji oznaczoną w jasny i czytelny sposób. Jest to czterocyfrowa liczba umieszczona w małym kółeczku na boku opony. Na przykład - 4918 - Pierwsze dwie liczby oznaczają tydzień roku, pozostałe dwie rok produkcji.

Rok produkcji opon. Wiek opon. Kiedy zmieniać opony. Czy zmieniać opony. Zużycie opon. gdzie data produkcji opon.
Opona wyprodukowana w 49 tygodniu 2018 roku

Ale po ilu latach użytkowania opon należy je wymienić na nowe? Tutaj nic nie jest oczywiste. Producenci opon, a także firmy zajmujące się bezpieczeństwem na drogach, od czasu do czasu przeprowadzają testy „wiekowych” produktów. Z testów takich możemy się dowiedzieć, że czasami dziesięcioletnia opona marki premium ( kupiona jako trzyletnia, użytkowana tylko w sezonie letnim, mało jeżdżona, dobrze składowana zimą) ma znacznie lepsze parametry od nowej, budżetowej opony chińskiego producenta. Miłe zaskoczenie prawda?

Z internetowwej strony znanego producenta opon możemy się dowiedzieć, że nowoczesne konstrukcje zrobione są nawet z 12 różnych gatunków gumy. Prawie każdy producent ma w ofercie opony premium, średniej klasy i tak zwane opony budżetowe. Każdy z tych produktów ma inne parametry, w tym inną:

  • żywotność,
  • odporność na ścieranie,
  • odporność na warunki atmosferyczne.

Guma z biegiem czasu zaczyna zmieniać swoje właściwości, twardnieje, pęka. Mikropęknięcia z czasem będziemy mogli dostrzec gołym okiem, a twardnienie objawi się nam gorszą przyczepnością. Kiedy zauważymy jeden z tych objawów, to opony należy wymienić. Jeżeli boimy się, że przegapimy jedną albo drugą oznakę zużycia opon, zawsze możemy poprosić o pomoc kogoś kto się na tym zna. Pojechać na stację kontroli pojazdów, odwiedzić serwis, czy wulkanizatora.

Pamiętajmy, że żadna opona, żaden system bezpieczeństwa, czy żadna technologia nie zastąpi nam zdrowego rozsądku. Uważasz, że coś jest nie tak z oponami? Nie wiesz czy już nadają się do wymiany? Pojedź do fachowca, poproś aby je sprawdził. Druga rzecz o której należy pamiętać rozmawiając o oponach, to fakt że żadna opona, nawet najlepsza, nie zastąpi umiejętności kierowcy.
Ostatni punkt to sprawność techniczna auta. Najdroższa na rynku opona nie utrzyma samochodu na drodze, jeżeli ten będzie miał luzy w zawieszeniu, czy w układzie kierowniczym.

Zmieniajcie opony. Dbajcie o auta. To się po prostu opłaca.

Przyczepności Mobilki

Zakup samochodu używanego w Polsce niesie ze sobą pewne ryzyko. Stopień owego ryzyka w dużej mierze zależy od naszego podejścia do tematu. Jeżeli znamy się na samochodach, to musimy być świadomi na jakich obszarach możemy zostać oszukani i te obszary zweryfikować bardzo dokładnie. Sprawa jest prostsza jeżeli nie znamy się na autach, wówczas sprawdzenie samochodu przed zakupem zlecamy profesjonalistom. Rzeczoznawcy z weryfikacje.com oszukać się nie dadzą.

Jednakże niezależnie od tego w której grupie jesteś, warto wiedzieć, jak nas kupujących, próbują oszukać osoby oficjalnie handlujący samochodami – tak zwani „handlarze”, a jak osoby które teoretycznie sprzedają „swoje” auto.

W tym miejscu trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie można wrzucić wszystkich handlujących samochodami do jednego worka z napisem - oszust. Jest gro uczciwych sprzedawców, rzetelnie podchodzących do sprawy. Posiadają oni w ofercie naprawdę dobre wozy, ale to nie na tej grupie będziemy się skupiać. Pod lupę idzie worek z napisem – oszust.

Dlaczego Handlarze aut oszukują kupujących

Zanim przejdziemy do meritum, zastanówmy się dlaczego w ogóle ktoś chce nas oszukać przy transakcji zakupu auta.
Powiesz - no to jest oczywiste, chęć zysku. Masz rację, chęć zysku, ale jest tutaj drugie dno. Tym drugim dnem jest fakt, że aby zarobić na towarze, trzeba go kupić taniej niż średnia cena rynkowa. W przypadku samochodu, taniej nie rzadko oznacza 50% - 60% jego wartości. Wynika to z faktu, że trzeba towar ściągnąć do Polski. Następnie opłacić i doprowadzić do bardzo dobrego stanu  wizualnego i względnego stanu technicznego.
Powinniśmy zdać sobie sprawę z faktu, że w Polsce, w Niemczech, w Holandii, gdziekolwiek na świecie, mieszkają mądrzy ludzie, którzy dobre auto sprzedają za odpowiednią sumę pieniędzy. Na tą sumę pieniędzy składa się stan techniczny, wizualny i prawny, sprzedawanego pojazdu. Dobrego samochodu praktycznie nie da się odsprzedać z dużym zyskiem, ponieważ finalnie to auto będzie dużo droższe od innych. Wyjątkiem tutaj są firmy szukające klientom aut na zamówienie. W tym przypadku klient z góry wie, ile zapłaci za auto, ile zapłaci za usługę importu oraz przygotowania wozu do rejestracji.
W pozostałych przypadkach samochód musi mieć wady, takie jak:

  • duży przebieg,
  • powypadkową historię,
  • usterkę bądź uszkodzenie mechaniczne, elektryczne,
  • wiele napraw mechanicznych do wykonania ( do wymiany wszystkie elementy zawieszenia, hamulców, zbitą szybę itd.),

aby jego zakup i dalsza odsprzedaż były opłacalne.

Pamiętajmy, że w artykule  uwidaczniamy wyłącznie osoby które już w zamyśle swojego biznesu minęły się z prawdą i uczciwością przynajmniej o kilometr.

Sprawdzenie samochodu przed zakupem zgodnie z listą kontrolną. Samochód używany. Kupno, sprzedaż pojazdu. Próba oszustwa.
Rzeczoznawca sprawdza wszystko zgodnie z listą kontrolną

Okazjonalni handlarze i osoby sprzedające tak zwane ‘prywatne’ auta

To grupa ludzi przeważnie bez profesjonalnego zaplecza. To domorośli mechanicy, zapaleni majsterkowicze i tak zwani Janusze biznesu.
Kupują samochód w komisach albo w ubezpieczalniach. W tych miejscach z góry wiadomo, że samochód ma wady i dlatego jest tańszy. Są to często wozy, których profesjonalni handlarze nie kupią ze względu na nieopłacalność naprawy.
W większości przypadków osoby takie nie mają swojego zaplecza mechanicznego – warsztatu, lakierni. Wszystkie naprawy, konserwacje, detaling, zlecają podwykonawcom. Owi podwykonawcy są to ludzie, bądź firmy które również swoją działalnością nie zajmują się profesjonalnie. Wszystko jest robione tak, aby koszty były najniższe z możliwych.
Części zamienne kupują samodzielnie na giełdach stacjonarnych, na aukcjach internetowych lub oddają do regeneracji.

Części po regeneracji

Zatrzymajmy się na chwile na temacie regeneracji, ponieważ to śmiertelnie poważny temat. Śmiertelnie dosłownie i w przenośni.
W regeneracji nie ma nic złego, jeżeli rozmawiamy o uszkodzonej tapicerce siedziska fotela, turbosprężarce, czy wypłowiałych reflektorach. Niestety w Polsce regeneruje się też deski rozdzielcze, poduszki powietrzne czy napinacze pasów bezpieczeństwa. To jest już śmiertelnie niebezpieczne. Jaką gwarancję daje regenerujący, że naprawiona przez niego deska rozdzielcza otworzy się i uwolni poduszkę powietrzną pasażera? Jaką daje gwarancję, że regenerowana poduszka wystrzeli podczas wypadku w odpowiednim czasie i z odpowiednią siłą? Albo że regenerowany pas bezpieczeństwa zablokuje się i dociągnie ofiarę wypadku do fotela? Odpowiedź brzmi nie daje gwarancji, żadnej!

A części pirotechniczne wymontowane z innych aut? Składowane w hali, piwnicy, czy w garażu? Kupowane z  plandeki, z ziemi, albo prosto z samochodu dostawczego. Jaka jest gwarancja fabrycznych parametrów takiej poduszki powietrznej czy pasa bezpieczeństwa? Odpowiedź jest taka sama, jak wcześniej, nie ma żadnej gwarancji!

Opornik zamiast poduszki powietrznej

A co jeżeli zamiast poduszek jest włożony rezystor, opornością zbliżony do oporności sprawnej poduszki powietrznej? Innymi słowy część elektroniczna imitująca poduszkę powietrzną. Jest ona tak dobrana, że moduł poduszek powietrznych widzi ją jako poduszkę. Skoro moduł widzi rezystor jako poduszkę, to po podpięciu komputera diagnostycznego, odpytany moduł poduszek nie zgłosi żadnych błędów. Tu nie ma co zadziałać przy wypadku. Na szczęście rzeczoznawcy z weryfikacje.com wiedzą jak sprawdzić czy elementy pirotechniczne były regenerowane, albo czy w ogóle są w aucie.

Diagnostyka komputerowa. Tester diagnostyczny. Weryfikacja błędów w układach elektrycznych. Zaklejanie kontrolek, używanie rezystorów zamiast poduszek powietrznych.
Test komputerowy wszystkich elektronicznych modułów wyposażenia samochodu

Mniejsze grzeszki handlarzy też potrafią dać się we znaki

Filtr cząstek stałych i katalizator

Znane jako KAT, DPF, FAP, są to kosztowne elementy układu wydechowego odpowiedzialne za ekologię i czystość spalin.
Kiedy element taki jest zapchany, to demontuje się go z samochodu, zalewa specjalną albo i niespecjalną chemią - rozpuszczalnikami. Po kilku, kilkunastu godzinach kąpieli montuje się go ponownie do auta. Następnie uruchamia się komputerem diagnostycznym serwisową procedurę wypalania sadzy. Taka metoda nie regeneruje filtra sadzy, tylko przedłuża jego agonię. Problem prędzej, czy później, ale raczej prędzej, wróci.

Usunięcie katalizatora, filtra cząstek stałych

A co jeżeli taka pseudo naprawa nie jest skuteczna? Filtr cząstek stałych, czy katalizator wycina się z auta. W jego miejsce montowana jest metalowa puszka o podobnym wyglądzie.
Powszechną operacją jest również rozcięcie takiego elementu wydechu, usunięcie wadliwego wkładu i zaspawanie. Ten zabieg ma na celu pozostawienie fabrycznego wyglądu KAT’a, czy DPF’a. Diagnosta albo policjant nie pozna, że w środku jest pusto. Następnie pacjent trafia do elektronika. Ten zmienia oprogramowanie jednostki sterującej silnikiem. Zmiana oprogramowania sprawi, że już nigdy więcej żadna kontrolka związana z układem oczyszczania spalin się nie zaświeci. Taka operacja jest droższa niż czyszczenie, ale załatwia problem raz na zawszę. To znaczy problem zostaje – ekologiczny. Silnik po likwidacji filtra cząstek stałych, czy katalizatora, nie spełnia zadanych przez producenta norm emisji spalin.

Sprawdzenie czy jest wycięty filtr cząstek stałych lub katalizator. Normy spalin. Sprawdzenie podwozia. Sprawdzenie układu wydechowego.
Rzeczoznawca z weryfikacje.com sprawdza układ wydechowy.

Koło dwumasowe

To element przymocowany do silnika (między silnikiem a skrzynią biegów) odpowiedzialny za tłumienie drgań pochodzących od zespołu napędowego. Są to dwie masy metalu połączone sprężynami. Między innymi, dzięki zastosowaniu takiego koła, nie czujemy szarpania przy ruszaniu, kiedy puszczamy pedał sprzęgła. Niesprawne koło dwumasowe objawia się „terkotaniem” z okolic silnika. Hałas ten jest słyszany na postoju. Kolejnym objawem jest metaliczny stukot słyszalny podczas odpalania, gaszenia silnika lub szarpanie podczas ruszania.
To, w porównaniu do innych elementów auta, droga część. Raczej się jej nie naprawia. Zazwyczaj, gdy koło dwumasowe ulegnie uszkodzeniu, wymienia się je na nowe. Chyba, że jest się handlarzem szykującym auto do sprzedaży. Wówczas można zaspawać to koło, albo od razu wymienić na tańsze, tak zwane sztywne koło.

Niesprawne elementy wyposażenia auta

  • Niesprawne podgrzewane fotele? W serwisie naprawa będzie kosztowała około 3-4 tysięcy złotych. Z reguły wymienić trzeba maty grzewcze zamontowane między tapicerką a gąbką fotela. Ale po co jechać do serwisu, skoro na popularnym portalu aukcyjnym dostępne są chińskie maty grzewcze. Cena za taką matę to ułamek ceny oryginalnej części.
    W opiniach o takich produktach można przeczytać, że iskrzą i przepalają się po kilkukrotnym użyciu, ale do sprzedaży wystarczy.
  • Niedziałająca klimatyzacja? Standardowy tekst – klima do nabica. Co oczywiście jest nieprawdą. W rzeczywistości uszkodzony jest kompresor klimatyzacji, a chłodnica wygląda jak sitko. Naprawa kosztowałaby, nawet w nieautoryzowanej stacji obsługi, od tysiąca do kilku tysięcy złotych.
    Lepiej opuścić „stówę” czy „dwie” i napisać – klima do nabicia.
Sprawdzenie wnętrza pojazdu. Niesprawne elementy wyposażenia takie jak elektryczne szyby, lusterka, nawiew, klimatyzacja, nawigacja. Zmiana przebiegu auta.
Kontrola wnętrza pojazdu oraz wszystkich elementów wyposażenia elektrycznego (elektryczne szyby, lusterka itd. )

Samochody po TAXI, czy innym znanym przewoźniku osób

Dach okleja się folią samochodową, imitującą na przykład karbon. Wygląda jak pseudo tuning wykonany przez poprzedniego właściciela. W rzeczywistości folia maskuje ślady po lampach przymocowanych do dachu, informujących co to za auto.
Tapicerka jest prana. Fotel kierowcy wymieniony. Kierownica i lewarek zmiany biegów obszyte nową skórą. Wytarte nakładki pedałów? Można założyć aluminiowe - sportowe. Przebieg? Do tego zaraz dojdziemy.
Jak zatem rozpoznać auto, które służyło do transportu ludzi? Z reguły, chociaż są wyjątki, taki samochód można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Między innymi, po oględzinach tylnych prawych drzwi. Ponieważ przy ruchu prawostronnym, wsiadamy do auta od strony chodnika, czyli od prawej i najczęściej do tyłu. Te drzwi będą bardziej wyeksploatowane od innych. Inaczej będzie pracowały zawiasy tych drzwi i inaczej ogranicznik otwarcia. Kanapa tylna, z prawej strony również będzie bardziej „wysiedziana” od reszty miejsc. To tylko część znaków rozpoznawczych.

Przebieg i cena… do uzgodnienia

Korekta przebiegu? Nie ma sprawy. W dzisiejszych czasach, kiedy w Polsce zaostrzono przepisy związane z cofaniem liczników, tą operacje przeprowadza się jeszcze za granicą. Dorabiając, bądź po prostu wyrzucając do kosza książkę serwisową i preparując inne dokumenty potwierdzające stan licznika.
Jeżeli natomiast trafiliśmy na wyjątkowo perfidnego typa i kupiliśmy auto z licznikiem skręconym w Polsce, to możemy się narazić na wiele nieprzyjemnych, zwłaszcza prawnych, konsekwencji. Wszystko może wyjść na jaw nawet podczas zwykłej kontroli drogowej. Każdorazowe zatrzymanie pojazdu przez policjanta skutkuje spisaniem i weryfikacją stanu drogomierza.

Sprawdzanie zawieszenia i układu napędowego. Sprawdzenie wycieków oraz uszkodzeń układów pod samochodem. Wykrycie oszustwa. Wycena napraw.
Kontrola układu zawieszenia i układu napędowego pod względem nadmiernego zużycia elementów

Czego brakuje pod pokrywą silnika?

Oryginalne spinki, osłony? Kto by się w to bawił. Kawałek plastiku z butelki po wodzie mineralnej i „trytytki” przecież wystarczą. A w sumie to po co zakładać osłony na, czy pod silnik? Będzie miał lepsze chłodzenie.

Można by tak jeszcze dalej wymieniać. W sumie lista niedociągnięć i oszustw starczyłaby na książkę. Ale nieprawidłowe naprawy, regeneracje, czy podmiana części to nie koniec historii. Do tego wszystkiego jeszcze dochodzą kłamstwa. Zmyślone opowieści, które mają uwiarygodnić sprzedaż, uwiarygodnić sprzedającego i dobry stan techniczny auta.

Kłamstwa podczas rozmów ze sprzedającymi

  • „Ja to auto to dla żony kupiłem pół roku temu, ale ona mówi że jej się źle jeździ, że za duży jest dla niej ten samochód. Klima działała jeszcze kilka dni temu w te upały, pięknie chłodziła. Musiało gdzieś trochę czynnika ubyć. Ja to wszystko pod siebie robiłem, no wie pan, przecież nie dałbym żonie niesprawnego, czy bitego auta. Panie, ja bym go nie sprzedawał, no ale uparła się, że nie będzie jeździć i o! chce inne, mniejsze auto”
  • „Kupiłem niedawno, ale wyjeżdżam, do pracy za granicę i dlatego sprzedaję”
  • „Fantazja mnie poniosła, to dobre, mocne auto, ale za drogie dla mnie, więc sprzedaję”
  • „Kupiłem mamie, ale ona już nie chce jeździć”
  • „Kupiłem od wujka, okazyjnie, pojeździłem i teraz sprzedaje”

I tak dalej.

Czy w papierach wszystko się zgadza?

Od strony formalnej też czyhają pułapki. Na przykład sprzedaż auta na częściowo wypełnioną umowę, na której widnieje Pan „Tomas z Berlina”. Wówczas nasz sprzedający nigdzie nie figuruje, formalnie go nie ma.
chcesz skorzystać z rękojmi, ale nie ma do kogo się zgłosić.
A co w przypadku gdy auto nie ma prawa do rejestracji? Takie przypadki się zdarzają
i ludzie zostają z niczym. Bez pieniędzy, bez samochodu. Tracą też zdrowie i czas, próbując odzyskać pieniądze. Jednym słowem – dramat.

Sprawdzanie dokumentacji samochodu. Dowód rejestracyjny, karta pojazdu. Weryfikacja umowy lub faktury sprzedaży.
Nasz ekspert sprawdza wszystkie dokumenty oraz formę sprzedaży

Zaniżona cena samochodu na umowie sprzedaży lub fakturze

A co z ceną? Nagminne jest zaniżanie wartości auta na dokumencie sprzedaży. Oczywiście chodzi
o podatki, żeby sprzedający zapłacił ich jak najmniej. A tym samym jak najwięcej zarobił. Po pierwsze jest to niezgodne z prawem i my jako strona transakcji uczestniczmy w oszustwie podatkowym. Po drugie przy ewentualnym zwrocie samochodu – możemy dostać kwotę z faktury. Ale jak to zapytasz? Przypuśćmy, że kupujesz auto za 50 tyś zł, na umowie masz 42 tyś zł. Wóz okaże się złomem użytkowym i będziesz chciała/chciał, go oddać sprzedającemu. On powie ok, przyjmę auto i oddaję kwotę pieniędzy z faktury. Zaraz, zaraz, a gdzie zniknęło 8 tyś zł?
Nawet w sądzie będzie bardzo ciężko dochodzić swoich praw i odzyskać pieniądze.

Lista przekrętów zawodowych handlarzy jest podobna chociaż nieco bardziej wyrafinowana

Dlaczego w moim samochodzie czuć wilgoć, czyli auta po powodzi

Samochody takie sprzedawane są przez ubezpieczalnie za przysłowiowy bezcen. Owszem, na pierwszy rzut oka, to świetne maszyny – tylko martwe.
To natomiast nie przeszkadza znawcom tematu. Samochód po zakupie jest rozbierany na części pierwsze. Dokładnie czyszczony i suszony. Nawet elektronika, o ile się da to zrobić bez jej mechanicznego uszkodzenia, jest rozbierana. Potem sprawdzana pod kątem zabrudzeń oraz ewentualnych uszkodzeń.
Jeżeli poziom wody sięgał foteli, kanapy, to te elementy również przechodzą podobny proces co reszta auta. Następnie pojazd jest składany w całość. Kolejny etap to diagnostyka i próba uruchomienia silnika. Co zazwyczaj kończy się fiaskiem. Uszkodzone moduły wymieniane są na sprawne używki i ostatecznie auto ożywa. Nie oznacza to jednak, że auto jest w pełni sprawne.  Szacuje się, że większość pojazdów popowodziowych nigdy nie odzyskuje pełnej sprawności. Po prostu naprawa każdego elementu jest to nieopłacalna. Dla sprzedającego jest ważne, aby samochód jeździł i przede wszystkim wspaniale wyglądał.
Oczywiście większość podzespołów, które może sprawdzić klient, również musi być sprawna.
A że:

  • lusterka nie grzeją,
  • że klimatyzacja raz się załącza raz nie,
  • że klapy sterujące zimnym i ciepłym powietrzem żyją własnym życiem,
  • że radio ma poprowadzoną nową instalacje bezpośrednio z akumulatora,
  • że po naciśnięciu pedału hamulca tylne światła świecą jak choinka – to jest nie ważne.

Cytując handlarza „Panie kochany, przyjdzie głupi i kupi” – no właśnie nie, nie damy się tak traktować. Załóżmy, że zaraz po zalaniu nikt nie próbował uruchomić samochodu. Wtedy jest cień  szansy, że po suszeniu odzyska sprawność. Ale woda prędzej czy później da się we znaki elektronice. Tam rozpocznie się powolny proces niszczenia, który pewnego dnia da o sobie znać.
Jeżeli do skrzyni biegów, przez odpowietrznik dostała się woda, to emulsja olejowo-wodna z czasem ją wykończy.
Reasumując, po zalaniu, prędzej czy później, auto zaczną nękać usterki. Awarie trudne do zlokalizowania, trudne do usunięcia i kosztowne.

Ale spokojnie, to nie znaczy, że spece od fuszerki umieją zatrzeć wszystkie ślady zalania samochodu. Nie da się usunąć mułu i brudu, jaki niesie woda, ze wszystkich elementów pojazdu. Często nie opłaca się wymieniać reflektorów przednich, czy lamp tylnych. Nie da się tych elementów bez szkody  rozebrać, więc tam zostaną ślady po zalaniu. Uszczelki wokół drzwi mają zakamarki w miejscu mocowań, tam też nikt tego nie wymyje. Drzwi wewnątrz nie zostaną wyczyszczone, ale w wielu samochodach da się tam zajrzeć kamerą endoskopową. Często zapachu mułu, zbutwiałej gąbki, nie da się usunąć w 100%. Chociaż są sposoby na skuteczne maskowanie niechcianego zapachu.

Znawcy z weryfikacje.com oprócz profesjonalnych narzędzi używają także oczu, uszu, węchu
i dotyku do sprawdzenia samochodu przed zakupem. Nic im nie umknie.

Auta mocno rozbite, spalone, po gradobiciu, też się naprawia

Oczywiście muszą to być pojazdy poszukiwane na rynku, młode rocznikiem i trzymające wysoką cenę rynkową.
W takich przypadkach opłaca się rozebrać auto do gołej blachy i wstawić tak zwaną ćwiartkę, czy cały dach z innego rozbitka, anglika. Po takiej naprawie podłużnice, słupki, wyglądają jak fabryczne.  Miejsca spawów szpachluje się masą z dodatkiem opiłków metalu, aby oszukać miernik grubości powłoki lakierniczej. Duża część kupujących ma taki miernik, ale w takim przypadku wiele on nam nie powie.
Całości dopełniają używane pasy, poduszki oraz inne niezbędne do naprawy elementy, oprócz części blacharskich, chyba że trafią się w odpowiednim kolorze, w bardzo dobrym stanie. Dlaczego? Znów chodzi o oszukanie miernika. Używane drzwi, czy pokrywa silnika, mają fabryczną warstwę lakieru. Jeżeli trzeba będzie je lakierować, miernik pokarze podwójne lub jeszcze większe wartości, a przecież auto ma zostać sprzedane jako bezwypadkowe.
Elementy blacharskie, takie jak błotniki, kupuje się nieoryginalne, z Chin, z Europy. Zazwyczaj są to produkty bez fabrycznego zabezpieczenia antykorozyjnego. Fabryczne zabezpieczenie antykorozyjne, to specjalna powłoka, która chroni metalowe części przed tak zwanym rdzewieniem. Proces zabezpieczania przed korozją często jest drogi i skomplikowany. Nieoryginalne części zamienne na ogół są gorszej jakości i gorzej wykonane od oryginałów.

Weryfikacja zawieszenia. Sprawdzenie podwozia pod względem napraw blacharskich, korozji, wycieków. Kontrola sprawności technicznej.
Nasz specjalista sprawdza, czy podwozie nie nosi śladów napraw blacharskich, czy nie jest skorodowane oraz czy nie ma wycieków płynów eksploatacyjnych

Lifting auta przed sprzedażą

Wreszcie przepiękne, wypolerowane, lśniące auto, zostaje wystawione na sprzedaż jako w pełni sprawne i oczywiście bezwypadkowe.
A może by jednak jeszcze coś zmienić przed sprzedażą, zwiększyć wartość auta? Można podnieść  rynkową wartość samochodu małym kosztem.
Face lifting? Pakiet AMG? Pakiet S Line? Pakiet M Power?
Jasne, nie ma sprawy. Po wypadku, można dołożyć parę detali od nowszej wersji. A nawet jeżeli auto jest bezwypadkowe, to też można zrobić lifting, czy dołożyć inne części. Wymienić reflektory na po zmianowe, założyć zderzak z halogenami przeciwmgłowymi i spryskiwaczami reflektorów. Oczywiście żaden z tych elementów nie jest nawet podłączony do instalacji elektrycznej auta.
Można dodać nakładki progów, felgi sygnowane przez fabrycznego tunera (AMG) i już mamy wyższą wersję wyposażenia. Samochód z tak zwanym pakietem stylistycznym. Sami producenci samochodów często wprowadzają zmiany stylistyczne wewnątrz i na zewnątrz auta. Jeżeli dodatkowo sprzedawca zacznie robić takie zmiany stylistyczne, to tylko znawcy tematu się w tym zorientują.

Sprawdzenie warstwy lakieru. Lakierowanie samochodu oraz polerowanie. Tuszowanie powypadkowej historii auta. Korekta lakieru.
Nasz rzeczoznawca sprawdza wszystkie uszkodzenia lakieru

Małe kłamstewka handlarzy samochodów

Warto w tym miejscu wspomnieć o podawaniu w ogłoszeniach sprzedaży, jak i podczas rozmowy ze sprzedającym, nieprawdziwych informacji:

  • Reflektory soczewkowe są opisywane jako Xenonowe,
  • Radio z namalowaną zieloną i czerwoną słuchawką jest opisywane jako audio z zestawem głośnomówiącym, a brakuje modułu bluetooth i mikrofonu,
  • Składane i podgrzewane lusterka nie mają ani jednej, ani drugiej funkcji,
  •  Zamiast czterech elektrycznie sterowanych szyb są tylko dwie,
  • Spotyka się nawet napis AWD, czy inny sugerujący że auto ma napęd na obie osie, a w rzeczywistości jest napędzana tylko jedna oś,
  • ”Pierwszy właściciel, garażowany” a tak naprawdę często nie wiemy i nie dowiemy się ilu było właścicieli, ponieważ nie zobaczymy oryginalnych dokumentów od auta,
  • Serwisowany - Książka serwisowa papierowa kupiona na aukcji Internetowej,
  • wydruki z elektronicznej książki serwisowej. Wydruki od innego auta, tylko przed wydrukiem zmieniony numer indentyfikacyjny pojazdu na właściwy.

Handlarze dobrze wiedzą, że kupujący sami nie są w stanie zweryfikować tych informacji. Jak nie jesteśmy właścicielami pojazdu, to nikt nam nic nie powie na jego temat. Ani serwis, ani dealer, ani żaden inny urząd.

To tylko garść informacji i przykładów. Na pewno nie da się spotkać i opisać każdego przypadku, każdego oszustwa, każdego sprzedającego. Natomiast na pewno się da dobrze zweryfikować samochód przed zakupem i w ten sposób uniknąć wielu  problemów. Uniknąć straty pieniędzy, straty czasu i straty tego co mamy najcenniejszego – zdrowia.

Powodzenia Mobilki.

envelopephone-handsetmap-marker
{"cart_token":"","hash":"","cart_data":""}